Wigilijna kapusta z grzybami, kapusta na wigilie, kapusta na boze narodzenie, test patelni woll - Kolorowy przepisownik, sprawdzone przepisy

Wigilijna kapusta z grzybami i warianty wykorzystania

Wigilijna kapusta z grzybami pojawia się na prawie wszystkich stołach, a przygotować ją można na setki sposobów. W dodatku w każdym domu określana będzie jako “ta prawdziwa, tradycyjna” 😉 Dziś przedstawię Ci mój sprawdzony przepis, który jednocześnie może posłużyć do przygotowania innych potraw. Tym razem wigilijną kapustę przygotowałam na patelni tytanowej, którą od kilku tygodni poddaję różnym testom. Dzięki temu mam dla Ciebie kilka uwag o zaletach i wadach posiadania takiej patelni.

Wigilijna kapusta z grzybami – uniwersalny przepis do modyfikowania i wykorzystania

Pozostając w temacie wigilijnej kapusty z grzybami wystarczy delikatna zmiana, dodatkowy składnik, a smak zmieni się o 360 stopni. Można ją przygotować z kapusty kiszonej, jak u mnie, ale też ze słodkiej. Można też obie pomieszać… Poniższy przepis jest z kapusty kiszonej, to taka moja podstawa, która może wystąpić samodzielnie lub jako baza do innych potraw. Na przykład jako farsz do uszek, pierogów, krokietów, pasztecików, pierożków drożdżowych, kruchych tart, itd.

Jeśli chodzi o wygląd i smak, tu też można kombinować. Dodasz zasmażkę i jest zagęszczona, a smak podkręcony. Dodasz trochę przecieru pomidorowego i zmieni zarówno smak, jak i kolor. Nie dodasz wywaru z gotowania grzybów – również zmienisz kolor i troszeczkę smak. Ja akurat lubię dodać wodę spod grzybów, zresztą tak się od zawsze robiło w moim rodzinnym domu. Do pierogów zostaw wersję podstawową (składniki drobno posiekane lub zmielone). Farsz do krokietów możesz wzbogacić o przecier pomidorowy. Do składników możesz dodać suszone śliwki, morele czy żurawinę, a zupełnie odmienisz danie.

Dzieciom zawsze odkładam troszkę kapusty bez grzybów, ale z kolei one, żeby zjadły, dodają trochę keczupu – to też sposób na zmianę smaku czy koloru. Mi też z keczupem bardzo smakuje 😀

A teraz najważniejsze – gotując wigilijną kapustę z grzybami trzeba o niej pomyśleć wcześniej (namoczyć grzyby) i potem pamiętać! To ma być kapusta, nie zupa kapuściana, dlatego płynu jest stosunkowo niewiele. Ale płyn odparowuje, więc trzeba pilnować całego procesu i w razie potrzeby uzupełniać braki. Tutaj łatwo o przypalenie, dlatego zadowolona jestem, że wpadłam na pomysł przygotowania wigilijnej kapusty z grzybami na patelni tytanowej (mój model to patelnia Woll Diamond). Obecnie w kuchni nie posiadam garnka z odpowiednio grubym dnem, za to mam patelnię, która może służyć (i mi służy) także w roli garnka. Głęboka patelnia daje o wiele więcej możliwości. A właśnie… Bez garnka sobie człowiek poradzi, ale bez patelni? No nie wiem, ja bym nie umiała nie mieć w kuchni żadnej patelni 😀 a Ty? 😉

Wigilijna kapusta z grzybami, kapusta na wigilie, kapusta na boze narodzenie, test patelni woll -Kolorowy przepisownik, sprawdzone przepisy


WIGILIJNA KAPUSTA Z GRZYBAMI – PRZEPIS

Składniki:

1,5 kg kiszonej kapusty z marchewką (marchewkę możesz też zetrzeć świeżą)
50 g suszonych grzybów
2 duże cebule
1 szkl. bulionu warzywnego lub wody
3-4 liście laurowe
4-5 ziaren ziela angielskiego
1 płaska łyżeczka słodkiej papryki
1 łyżka oleju rzepakowego
sól i pieprz do smaku
*opcjonalnie majeranek do smaku

Sposób przygotowania:

Suszone grzyby leśne zalej wodą i mocz przez kilka godzin, najlepiej przez noc. Następnie ugotuj w tej samej wodzie – czas gotowania to około godzinę, w każdym razie do miękkości. Wodę troszkę posól, żeby złapać smak. Ugotowane grzyby odcedź, ale zachowaj wodę z gotowania! Posiekaj.

Kapustę kiszoną przepłucz, by pozbyć się nadmiaru kwasu. Ja to robię w dwóch wodach, po czym odciskam, ale ja lubię, gdy końcowe danie jest wyraźnie kwaśne. Jeśli wolisz delikatniejszy smak, przepłucz chociaż w trzech wodach. Następnie kapustę posiekaj. Wigilijna kapusta z grzybami może mieć większe kawałki. Jeśli planujesz lepić z takim farszem pierogi czy użyć do krokietów, kapustę i grzyby posiekaj bardzo drobno (a nawet zmiel gotowy farsz).

Cebulę posiekaj, zeszklij na łyżce oleju rzepakowego i dodaj kapustę. Chwilę przesmaż razem i zalej szklanką bulionu warzywnego (jeśli nie masz, to wodą) i szklanką wody spod gotowania grzybów. Dodaj ziele angielskie, liście laurowe i trochę pieprzu. Gotuj pod przykryciem na niewielkim ogniu. Po pół godziny dodaj posiekane grzyby, dopraw do smaku słodką papryką, solą, pieprzem i opcjonalnie majerankiem. Gotuj jeszcze do miękkości kapusty (u mnie trwało to łącznie około 1,5 godziny).

W czasie gotowania stale kontroluj ilość płynu i w razie potrzeby podlewaj wodą spod gotowania grzybów lub bulionem.

Na farsz do pierogów najlepiej całkowicie odparuj płyn.


WNIOSKI Z TESTÓW PATELNI TYTANOWEJ WOLL DIAMOND

A teraz opiszę Ci jakie patelnia tytanowa Woll ma praktyczne zalety, ważne cechy i wady. O niektórych być może nigdzie indziej nie przeczytasz 😉

  • Patelnie tytanowe są masywne, trwałe i ciężkie. Waga może też być wadą, barierą dla niektórych osób. Ale w tym przypadku ciężar to… zaleta. Trwałość potwierdzona 25-letnią gwarancją producenta.
  • Możesz smażyć nawet bez tłuszczu lub z niewielką ilością. Smażenie jako rodzaj obróbki termicznej nie należy do najzdrowszych metod przygotowywania potraw, ale przy ograniczeniu tłuszczu danie staje się zdrowsze i warto z tego korzystać. Tutaj nie musisz się martwić o przywieranie/przypalenia. Z patelnią tytanową jest to w zasadzie niemożliwe 😉 przez kilka tygodni użytkowania absolutnie nic nie przywarło do dna.
  • Patelnia jest żaroodporna do 250 stopni. Dotyczy to także pokrywy i produktów z nieodpinaną rączką. Moja patelnia Woll Diamond ma odpinaną rączkę, dlatego odpinam ją przed włożeniem do piekarnika. Jaki pyszny dutch baby ostatnio dzięki temu zrobiłam na kolację!
    Żaroodporność ma ogromną zaletę również w podgrzewaniu jedzenia, bo często przygotowuję coś wieczorem, a drugiego dnia wystarczy wstawić do piekarnika na kilka chwil.
  • Wszystkie naczynia Woll można myć w zmywarce. Ale mimo, że odkąd mam zmywarkę to moja najlepsza przyjaciółka 😀 to ta patelnia często nie wymaga nawet użycia detergentu! Po smażeniu placuszków po prostu wystarczy przetrzeć wilgotną ściereczką. Po smażeniu mięsa czy ugotowania szybkiego dania z jednej patelni przecieram miękką gąbką z niewielką ilością płynu i spłukuję. Moim zdaniem nie ma potrzeby wkładania patelni do zmywarki. Ale biorę pod uwagę też fakt, że jak ktoś ma małą komorę zlewu i/lub niewyciąganą wylewkę to będzie mu po prostu niewygodnie. Wtedy cyk – zmywarka rozwiąże problem 😉
    Aha – na indukcjach (każde naczynie Woll jest do każdego typu kuchenek) nie pojawia się problem brudzenia dna i zewnętrznej powłoki (mimo wszystko myję też po zewnątrz). Jeśli gotujesz na gazie dbaj o czyszczenie zewnętrzne jak z każdym innym garnkiem czy patelnią.
  • Głęboka patelnia zdecydowanie lepiej się sprawdzi choćby do… kotleta 😉 jeśli masz smażyć w głębszym tłuszczu wysokość patelni będzie miała duże znaczenie przy pryskaniu. Warto mieć w kuchni przynajmniej jedną głęboką patelnię do smażenia produktów, które robią w kuchni trochę bałaganu.
  • Rączka patelni Woll nie jest przykręcana od środka! Być może nie zwracasz na to uwagi przy decyzji o zakupie patelni, ale ja tak. Bardzo nie lubię, gdy resztki jedzenia dostaną się pod śruby mocujące uchwyt wewnątrz patelni, bo im częściej ją rozkręcam do czyszczenia, tym bardziej powoduję luzowanie się rączki i utratę bezpieczeństwa użytkowania. W naczyniach Woll problem nie występuje! Jest to jedna z cech, z których jestem najbardziej zadowolona, jeśli chodzi o posiadanie takiego naczynia w kuchni!
    Zwróć na to uwagę na zdjęciu racuchów.
  • Odpinana rączka to wygoda przechowywania patelni w wypełnionych do granic kuchennych szafkach 😉
  • Mieszać możesz nawet metalową łyżką. Ja z tej możliwości nie korzystam, bo mam spory asortyment przyrządów drewnianych, silikonowych i z żaroodpornego tworzywa. Ale dobrze wiedzieć, że jakby co to można 😉 szczególnie, że mój mąż lubi się zapomnieć i wszystko mieszać właśnie metalową łyżką czy widelcem 😛
  • Cena – i tu pojawia się bariera cenowa, ponieważ taka jakość niesie za sobą odzwierciedlenie w cenie. Próg czasami nie do przejścia, bo zdaję sobie sprawę, że nie każdy sobie na taki wydatek może pozwolić. Nawet dłuższe oszczędzanie i odkładanie do puszki może się nie udać, bo zawsze trafiają się inne wydatki, ważniejsze, życie rzuca nam kłody pod nogi i to zazwyczaj całą serią…
    Tylko że… Jest to często bariera mentalna. Jeśli należysz do grupy osób, które stawiają na jakość, a mogą sobie pozwolić na droższy wydatek lub odłożenie na rzecz porządną zamiast trzech tańszych, to po policzeniu ile pieniędzy już poszło na patelnie, które są po krótkim czasie do wyrzucenia rachunek będzie prosty. Wystarczy raz, a dobrze 😉

PATELNIA TYTANOWA WOLL TO GENIALNY PREZENT!

W tym miejscu warto zaznaczyć, że taka patelnia to doskonały pomysł na prezent marki premium. Zbliżają się święta, kupujemy prezenty dla bliskich. Są rzeczy praktyczne, dekoracyjne, kosmetyczne, tony słodyczy, torebki czy ubrania. W zależności od możliwości finansowych warto pomyśleć, czy Mamie lub Babci (czy sobie/żonie/mężowi) nie przydałaby się taka porządna patelnia. Trudna do “zajechania”, więc produkt na lata.
Polecam sprawę przemyśleć, np. rodzeństwu – jeśli zastanawiasz się co w tym roku kupić Mamie i po raz kolejny postawisz na perfumy czy sweter, które mogą nie przypaść do gustu, lepiej porozmawiaj z braćmi/siostrami i wspólnie złóżcie się na prezent wysokiej klasy, który na pewno nie będzie się kurzył w szafie jak wspomniany sweter. Mam rację? 😉

Test patelni Woll, patelnia tytanowa Woll diamond - Kolorowy Przepisownik blog kulinarny


Wpis powstał we współpracy ze sklepem https://www.patelnie-tytanowe.pl/




Polędwiczki z kurczaka z frytkownicy Freat, Frytkownica beztłuszczowa Freat Home Overmax, frytki, frytki pieczone, mięso pieczone

Polędwiczki z kurczaka z frytkownicy Freat Overmax Home + konkurs

Są takie urządzenia, które od dawna chciałam mieć. Jednym z takich urządzeń była frytkownica beztłuszczowa. Ale nie dlatego, że modna, że dania fit czy koleżanka ma. Chciałam mieć frytkownicę beztłuszczową, odkąd dowiedziałam się, że te urządzenia to takie małe combo, w którym można przygotować wiele rzeczy na różne sposoby. W tym wpisie podaję, m.in. przepis na polędwiczki z kurczaka z frytkownicy Freat i opisuję wrażenia z jej użytkowania. Jest też konkurs! Wygraj ją dla siebie 😉

Czy frytkownica beztłuszczowa się przydaje?

Nigdy nie miałam zwykłej frytkownicy. A frytki kocham miłością bezgraniczną 😀 i mogę je jeść choćby o 2:00 w nocy (świadkowie potwierdzą 😀 ). Ale frytkownica kiedyś wydawała mi się zbędna. Wydawała się taka do momentu, aż mnie ktoś uświadomił, że nazwa nie ogranicza funkcjonalności! Że we frytkownicy to nie same frytki, ale i sporo innych dań, w tym mięs, można przygotować. Wtedy dopiero uznałam, że takie urządzenie to coś dla mnie, bo ja lubię sobie w kuchni upraszczać 😉 i jeśli mogę przygotować niemal cały obiad w jednym urządzeniu, to chętnie z tego korzystam. Mniej mycia, wiadomo 😀 .

Frytkownica beztłuszczowa Freat marki Overmax Home to już w ogóle hit! Odkąd ją mam, przygotowałam już kilka obiadów i jestem zadowolona z tego, jakie daje możliwości. Frytki, mięso, udka, zapiekanki… I to wszystko bez grama oleju. Jeszcze spróbuję kotlety upiec 🙂 i na pewno wiele innych rzeczy.

Polędwiczki z kurczaka z frytkownicy Freat, Frytkownica beztłuszczowa Freat Home Overmax, frytki, frytki pieczone, mięso pieczone_1

PRZEPIS NA POLĘDWICZKI Z KURCZAKA Z FRYTKOWNICY FREAT

Właściwie… to przepis jest prosty i podam go w inny sposób, niż tradycyjnie publikuję. Polędwiczki z kurczaka natrzyj solą, pieprzem ziołowym, lubczykiem i bazylią oraz słodką papryką. Możesz też ostrą, jeśli lubisz, jak i dowolnymi, ulubionymi ziołami. Odstaw do lodówki na godzinę (lub dłużej). Po tym czasie włóż do frytkownicy Freat i ustaw 200 stopni i czas 10 minut. Gotowe 😉

Jeśli lubisz bardziej chrupiącą skórkę, a miękki środek, piecz około 15 minut. Ja podawałam jako część obiadu oraz jako składnik lekkich sałatek.

Nie ma potrzeby obracania mięsa. W urządzeniu jest bardzo fajnie zaplanowany obieg gorącego powietrza i piecze się dobrze też od spodu.

W podobny sposób piekłam udka (wcześniej namoczone w solance i osuszone z wody) oraz pierś w przyprawie kebab-gyros (z sałatką i frytkami wyszedł a’la domowy kebab).

Frytkownica Freat Overmax Home – parametry i moje obserwacje

Urządzenie ma moc 1400 W (to sporo) i smaży powietrzem! Tu nigdzie nie dodajesz oleju. Trochę obawiałam się o to pieczenie mięs… W instrukcji jest czarno na białym, żeby nie wlewać oleju do misy pod koszem, a tu wiadomo – wytopi się. Ale według mnie to raczej komunikat o możliwości ograniczenia tłuszczu w potrawie, bo przez kilka dni korzystania i pieczenia mięs (głównie dla mięsożernego męża 😉 ale i dla mnie, i dzieci) nie widzę, aby coś się jej działo. Zresztą – skoro można w niej smażyć, to jak to inaczej ma wyglądać? 😉

Kosz i misa pokryte są warstwą teflonu, dzięki czemu nie tylko jedzenie nie przywiera, ale też obie części łatwo utrzymać w czystości. Kosz można wypiąć (tu uważaj!misa powinna wtedy stać, nie trzymaj w powietrzu za sam uchwyt) i z łatwością wyłożyć zawartość czy umyć. Podczas korzystania kosz jest bardzo gorący, misa też, ale uchwyt do wyjmowania całości z urządzenia nie nagrzewa się i można swobodnie uchwycić go gołą dłonią (ale nie stawiaj misy na powierzchni nieodpornej na gorąco!).
Bardzo podoba mi się sterowanie na panelu dotykowym, po uruchomieniu naprzemiennie wyświetla się ustawiona temperatura i czas pieczenia, a po zakończeniu pracy jest przyjemny dla ucha alarm – lubię, gdy urządzenie sygnalizuje mi zakończenie działania, bo zdarza mi się zapomnieć, że w ogóle coś włączyłam 😉

Jak to wygląda w praktyce?

Przygotowując dania, które widzisz na zdjęciach za każdym razem korzystałam z maksymalnej temperatury urządzenia, czyli 200 stopni. Jeśli chodzi o mięso – rewelacja! Polędwiczki z kurczaka upiekły się w 10 minut i nie były za suche, po prostu w sam raz. Udka piekłam około 30 minut (+/-), wcześniej też je przyprawiłam (a przed tym wymoczyłam przez noc w solonej wodzie – zawsze tak robię przed pieczeniem).

Frytki próbowałam robić z własnych ziemniaków, w dodatku młodych (a najlepsze są te “stare”, dojrzałe), ale szczerze mówiąc efekty były średnie. Wpływ na to może mieć jeszcze gatunek ziemniaków, dlatego kolejny raz spróbowałam z mrożonymi i tu byłam miło zaskoczona jak dobre mogą być frytki upieczone powietrzem! Zamrożone wrzuciłam do kosza, w sumie piekłam niecałe 20 minut, z czego 3 razy przemieszałam je wewnątrz (każdorazowe otworzenie pojemnika nieco schładza wnętrze, zupełnie jak w piekarniku). Zawsze byłam zwolenniczką samodzielnie przygotowanych frytek od A do Z, bo mając ziemniaki prosto z pola jest to rozwiązanie zwyczajnie oszczędniejsze i baaardzo rzadko sięgam po mrożone. Ale też uważam, że to świetna alternatywa, która przyspiesza czas spędzony w kuchni, dlatego czasem kupuję – upraszczam i przyspieszam przygotowanie posiłku.
Do tej frytkownicy beztłuszczowej na pewno będę czasem kupować, żeby cieszyć się smakiem frytek bez roboty – wrzucam, przemieszam i zaraz mam. Choć też na pewno spróbuję wcześniej lekko podgotować swoje ziemniaki, a dopiero potem przełożyć do frytkownicy (ale na pewno nie te młode, przywiozę sobie zeszłorocznych). Ciekawa jestem, czy wtedy osiągnę zadowalające efekty (w końcu te mrożone, przed procesem zamrażania poddawane są wstępnej obróbce).

Dwie rzeczy w jednym czasie? To możliwe.

Frytkownica beztłuszczowa Freat ma opcję ręcznego ustawienia temperatury i czasu pieczenia. Przedział między 60 a 200 stopni. Niższe temperatury świetnie nadają się, np. do roztopienia sera na kanapce/zapiekance. W koszu możesz też odgrzać kawałek pizzy. Dla mnie to urządzenie to taki mini piekarnik, który dzięki sprytnemu obiegowi powietrza usprawnia pracę w kuchni. Doskonała opcja do przygotowania obiadu dla rodziny, ale też dla jednej osoby. Przetestowałam 😉 i na przykład wrzuciłam porcję frytek, po 7 minutach przemieszałam, po kolejnych 3 minutach ponownie przemieszałam i przerzuciłam frytki na jedną stronę, a na drugiej ułożyłam 3 polędwiczki z kurczaka. Za kolejne 10 minut obiad był gotowy, bo w tym czasie zrobiłam również sałatkę 🙂 . Podobnie postąpiłam z pałkami z kurczaka, z tą różnicą, że tu najpierw podpiekałam pałki, a potem dodałam frytki. Super sprawa! I mało mycia 😉
P.s. producent podaje, że można myć w zmywarce. Jeszcze tego nie robiłam, ale jak coś można, to ja zawsze chętnie 😉

Polędwiczki z kurczaka z frytkownicy Freat, Frytkownica beztłuszczowa Freat Home Overmax, frytki, frytki pieczone, mięso pieczone_1

Nowoczesny design!

Oprócz tego, że frytkownica Freat jest urządzeniem wielofunkcyjnym i służy nie tylko do frytek, na uwagę zasługuje fakt, że ma świetny design! Kompaktowe rozmiary (a kosz jednak nie mały, bo ma 2,6 l, misa 3,2 l) i szary kolor, który pasuje do każdego wnętrza (a do mojej szarej kuchni to już szczególnie!). Póki co stoi na moim kuchennym blacie i prócz usprawniania mi przygotowywania obiadów dodatkowo świetnie wygląda 😉 ma antypoślizgowe nóżki, więc nie boję się, że ktoś zawadzi i mi go zsunie. Ale jak nie masz miejsca, żeby na co dzień urządzenie stało na wierzchu, to na górze frytkownicy jest specjalny, chowany uchwyt, który ułatwia przenoszenie całości. Tu też plus za wykonanie, bo ja na przykład już kiedyś roztłukłam stojący blender, który wyśliznął mi się swym opływowym kształtem z rąk 😉 tu uchwyt jest wygodny i bezpieczny.

Polędwiczki z kurczaka z frytkownicy Freat, Frytkownica beztłuszczowa Freat Home Overmax, frytki, frytki pieczone, mięso pieczone_1

Przed napisaniem artykułu przeprowadziłam wiele testów

Z frytkownicy beztłuszczowej Freat korzystałam przez ostatni tydzień (mam ją ciut dłużej, ale przeprowadzka rozstrajała mój dzień). Chciałam wyrobić sobie odpowiednią opinię, sprawdzić urządzenie na kilka sposobów, żeby napisać dla Ciebie prawdziwą i subiektywną opinię. Nie sztuka jest raz zrobić frytki i stwierdzić, że ok lub nie 😉 i oczywiście będę z niej korzystać nadal. To bardzo duże ułatwienie w kuchni, gdy z pomocą jednego urządzenia mogę przygotować więcej niż jedno danie.

UWAGA NIESPODZIANKA – KONKURS!

Jeśli podoba Ci się ta frytkownica i chcesz ją mieć, weź udział w konkursie, który właśnie startuje na Facebooku! 🙂
https://www.facebook.com/KolorowyPrzepisownik/
Regulamin konkursu dostępny TUTAJ.

Zajrzyj i zobacz jakie proste jest zadanie! 😉 zastanów się nad ciekawą odpowiedzią i weź udział, frytkownica już wkrótce może być Twoja 😉 konkurs trwa do 25 lipca, do godziny 23:59 i odbywa się wyłącznie na Facebooku – to tam zamieść odpowiedź na pytanie konkursowe.

Pomyśl tylko, jak prosto przygotujesz zdrowy posiłek dla dziecka. Zresztą, dla całej rodziny. Albo posiłek na drugi dzień do lunchboxa 😉




Wrapy wegańskie bezglutenowe, Mini wrapy bezglutenowe, wrapy wegańskie, przepisy wegańskie, e-book, dieta wegańska

Wrapy wegańskie bezglutenowe (+ e-book)

Wrapy wegańskie bezglutenowe, to moja propozycja na bardzo fajną przekąskę, do której pasuje wiele dodatków. W wersji mini, bo w dużej niekoniecznie zachowywały swój kształt 😉 a takie mini, na zasadzie a’la chlebków smażą się doskonale. Również doskonale potem smakując 😉

Powtarzam to czasem we wpisach, że ja to bym mogła być wegetarianką. Naprawdę do szczęścia mięso mi niepotrzebne, jak nie mam to nie jem i nie tęsknię. Może kiedyś spróbuję takiej diety na czas dłuższy niż 3 tygodnie (bo tyle najdłużej nie jadłam z przypadku). Na kuchnię wegańską skusić się byłoby mi trudniej, bo zwyczajnie lubię produkty mleczne i ogólnie pochodzenia zwierzęcego (np. jaja). Ale bardzo chętnie i takie dania przygotowuję w swojej kuchni, dlatego z przyjemnością wzięłam udział po raz kolejny we współtworzeniu e-booka. Znajdziesz w nim przepisy wegańskie, bezglutenowe, zdrowe! Więcej szczegółów na jego temat pod przepisem.

E-book przepisy wegańskie, przepisy bezglutenowe


PRZEPIS NA WRAPY WEGAŃSKIE BEZGLUTENOWE

Składniki:

400 g mąki owsianej
235 ml wrzątku
3 czubate łyżki siemienia lnianego
85 g oleju (tj. około 10 łyżek)
2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżeczka ziół prowansalskich (można użyć innej mieszanki, jedno ulubione zioło lub pominąć)
1 płaska łyżeczka soli
1 płaska łyżeczka cukru pudru
1 płaska łyżeczka pieprzu

Sposób przygotowania:

Siemię lniane wsyp do kielicha blendera lub młynka i zmiel na proszek (jeśli zamiast ziaren masz siemię mielone to je zastąp). Zmielone zalej wrzątkiem, wymieszaj i odstaw na kilka minut – płyn powinien osiągnąć temperaturę około 70-75 stopni.

Do miski wsyp mąkę owsianą, zioła, sól, pieprz i cukier puder. Wymieszaj łyżką, po czym dodaj gorące, zaparzone siemię i olej. Wymieszaj łyżką na tyle, ile jesteś w stanie – dzięki temu temperatura całości się obniży. Następnie wyrabiaj ręcznie ciasto. Nie powinno lepić się do rąk, za to powinno być elastyczne, ale jednocześnie lekko kruche.

Ciasto wałkuj pomiędzy dwoma płatami folii spożywczej (inaczej możesz mieć z nim problem, przez tę kruchość właśnie) na placek o grubości około 2 mm. Wykrawaj okrągłe lub dowolne inne (np. serca, kwiaty) kształty. Postępuj tak do wyczerpania ciasta (ponownie zagniatając i wałkując okrawki).

Gotowe krążki (czy co tam wykrawasz) smaż na rozgrzanej, suchej patelni z powłoką nieprzywierającą (np. teflonowej) z obu stron lekko rumieniąc.

Sposobów podawania jest sporo. Ja podałam z warzywną pastą ryżową, świeżymi rzodkiewkami, pomidorkami i roszponką. Ale dodatki są kwestią gustu (sprawdzi się też hummus, wszelkie inne pasty, np. pasta z suszonych pomidorów i słonecznika czy dowolne inne warzywa, sałaty).
Równie dobrze możesz takie placuszki zrobić w wersji słodkiej (pomiń zioła, pieprz i sól zmniejsz do jednej szczypty) i podać, np. z dżemem.


E-book – zdrowe i smaczne przepisy

Po raz kolejny wspólnie z innymi blogerkami w Twoje ręce przekazujemy absolutnie darmowy e-book z przepisami. Tym razem jest to zbiór przepisów wegańskich i bezglutenowych – absolutna petarda! Ogrom inspiracji na wszystkie pory dnia, każdy znajdzie coś dla siebie 🙂

Aby pobrać e-book i skorzystać z przepisów nie musisz być weganką (weganinem) 😉 jeśli jesteś – świetnie! Łap dostęp i po prostu korzystaj (oczywiście miło nam będzie, jeśli dasz znać, co o nim myślisz). A jeśli nie jesteś, to też pobierz, przejrzyj i może coś wpadnie Ci w oko. Nie trzeba być na takiej diecie, by zjeść ze smakiem coś nowego, zupełnie odmiennego od kuchni tradycyjnej, a na dodatek zdrowego.
A może robisz imprezkę, gdzie wśród gości znajdzie się ktoś na wegańskiej diecie? 😉

Tak czy inaczej – uważam, że tak bogaty w przepisy e-book to genialna sprawa! Z jego pomocą z łatwością zaplanujesz menu na cały tydzień lub będzie pod ręką i poratuje inspiracją, gdy okaże się, że właśnie teraz potrzebujesz dla kogoś przygotować coś wegańskiego 😉 w okresie wakacyjnym jest to też opcja na zbilansowaną, fit dietę 😉

W środku jest aż 39 przepisów! 😉 21 wytrawnych i 18 na słodko – jest w czym wybierać, a i są to w większości proste, przystępne dania i desery 🙂

E-book przepisy wegańskie, przepisy bezglutenowe


Kto stoi za tym projektem?

Na koniec, ale najważniejsze 😉 po raz kolejny e-book udało się wypuścić w świat dzięki niezastąpionym osobom!
Sylwia z https://13design.info/ – kobieta, która chyba nie śpi 😀 bo nie wiem jak inaczej wytłumaczyć to, jak ona to ogarnia 😀 po raz drugi złożyła nam to wszystko pięknie w całość 🙂 a mi kilka razy pomogła również prywatnie – jeśli masz jakiś problem ze stroną, chcesz ją założyć, coś zmienić lub potrzebujesz logo (i inne grafiki) to Sylwia jest najlepszą specjalistką w swojej dziedzinie.

I Ewa http://www.ewapopielarz.pl/, która też nie wiem jak to robi, ale w niecodziennych okolicznościach dała radę i przed składem jak zawsze zadbała o warstwę językową. Mam nadzieję, że teraz odpoczywa 😉

Pomysłodawczyni i koordynatorka – Magda z http://czekoladowymuffinek.blogspot.com/ – tak dobrze Ci to wychodzi, że nadal polecam się na przyszłość z przepisami 😀 to fajna akcja jest 😉

Bogate wnętrze e-booka to zasługa również zaprzyjaźnionych blogerek kulinarnych. Mam nadzieję, że razem stworzymy jeszcze nie jedno dzieło 😉

Magda z Apetycznie-klasycznie
Ola z ChilliJemy
Małgosia z Dobre Zielsko
Julita z Fitkot
Jaga i Ola z Kolizje smaków
Asia z Kuchnia w czekoladzie
Karolina z Nicpoń w kuchni
Matylda z Smak na wspak




Drink Advocaat twist, drinki, alkohole, sylwester

Drink Advocaat Twist + E-book z przepisami na Sylwestra i karnawał

Lubisz słodkie likiery i drinki? To mam coś dla Ciebie w sam raz na Sylwestra 😉 . Drink Advocaat Twist to propozycja skierowana właśnie do osób lubiących bardzo słodkie drinki, szczególnie pań. Warstwy tworzą się w nim same z uwagi na ciężkość poszczególnych składników. Zielona powstaje samoczynnie – z wymieszania likieru z syropem. Składniki możesz wcześniej schłodzić – będą się jeszcze lepiej prezentować warstwowo, bo schładzanie dodatkowo zmienia ciężar płynów.

Dla wzmocnienia “kopa” i/lub zmniejszenia słodkości (słodki smak jest intensywny) dodałam do każdego drinka po kieliszku wódki (możesz dać więcej, jeśli lubisz mocniejszy smak). Ale wtedy polecam zachować szczególną ostrożność – słodkie drinki potrafią zaburzyć poczucie umiaru 😉 . Drink na bazie likierów pij jak likier – sącząc i smakując, duszkiem nie polecam 😉 .
P.s. A przynajmniej ja tak mam, że pijąc drinki wcale nie czuję, że powoli zaczyna być za dużo 😛  co przy tradycyjnych alkoholach (szczególnie wódce) bez problemu kontroluję na bieżąco.

Drink Advocaat Twist przygotowałam używając syropu barmańskiego blue curacao bez alkoholu, ale możesz też zastosować likier o tej nazwie – można je spotkać z różną zawartością alkoholu, a im go w całym drinku więcej, tym bardziej dozuj ilość dodawanej wódki, jeśli zamierzasz też dolać tak jak ja (advocaat to też likier z alkoholem-miej to na uwadze 😀 ).

Na zdjęciu widzisz wcale nie mały kieliszek – szampanówkę. To po to, by wyraźnie zaakcentować pięknie tworzące się warstwy. Polecam jednak na jeden raz przygotowywać drinki w mniejszych kieliszkach. Lub połowę kieliszka 😉 .


W tym wpisie mam dla Ciebie także doskonały prezent z przepisami na Sylwestra, Nowy Rok i cały karnawał włącznie z jego kulminacyjnym dniem – Tłustym Czwartkiem 😉 . Znajdziesz tu pyszne przekąski, sałatki oraz kilka kolorowych drinków. Są też przepisy na pączki, chrusty, oponki i niespodzianka dla dzieci – trzy kolorowanki do druku! 🙂 Kolorowanki to dzieło Mileny z bloga Cytrynianki – piękne! Moje dzieci już nad nimi pracują 😉

E-book z przepisami na Sylwestra i karnawał

E-book przygotowałyśmy wspólnie z 14-stoma innymi blogerkami kulinarnymi. Nad całością czuwa niezmiennie Magda z Czekoladowy Muffinek, redakcja i korekta to zasługa Ewy z EwaPopielarz.pl oraz kulinarnego bloga Baby w kuchni. Składem i oprawą graficzną zajęła się niezastąpiona, niezawodna, a prywatnie przeze mnie uwielbiana 😉 Sylwia z agencji reklamowej 13 DESIGN. Dziękuję za Wasz wkład oraz wspólną pracę nas wszystkich.

A Ciebie Czytelniczko/Czytelniku 😉 zapraszam do lektury E-booka. Daj znać, jeśli coś sobie z niego wybierzesz do przygotowania oraz czy kolorowanki podobają się dzieciom 🙂

E-book przepisy na Sylwestra i karnawał, sylwestrowe przekąski, sałatki, drinki


PRZEPIS NA DRINK ADVOCAAT TWIST

Składniki:

likier advocaat
syrop blue curacao
syrop klonowy lub miód

Opcjonalnie, ale polecam:
wódka
sok z cytryny

Sposób przygotowania:

Na dno kieliszków wlej po  niepełnej łyżce syropu klonowego lub miodu. Nie więcej, bo pozostałe składniki też są słodkie. A nawet możesz ten krok pominąć, jeśli obawiasz się, że to za dużo słodkiego Następnie do wysokości 3/4 kieliszka wlej powoli wstrząśnięty likier advocaat. Drink uzupełnij syropem blue curacao – po chwili zaczną się tworzyć warstwy.
Opcjonalnie możesz dodać po kilka kropel soku z cytryny – polecam, bardzo fajnie przełamuje smak.
Najlepiej podawać ze słomką/mieszadełkiem, by można było wymieszać zawartość przed wypiciem.


A tu mam dla Ciebie małą zachętę do pobrania e-booka  – spis treści 😉

E-book z przepisami na sylwestra i karnawał

 

E-book przepisy na Sylwestra i karnawał, sylwestrowe przekąski, sałatki, drinki




Bagietki Bagietki - 3 sposoby na ciasto, bagietki w 3 smakach, bagietki pszenne, bagietki z suszonymi pomidorami, bagietki rukola ze szpinakiem

Bagietki – 3 sposoby na ciasto

Pieczesz domowe pieczywo? Jeśli tak (lub chcesz zacząć), to mam dla Ciebie specjalny wpis bagietki – 3 sposoby na ciasto. Znajdziesz tu przepisy na bagietki zwykłe, czyli białe, pszenne. Ale też pomidorowe i rukola ze szpinakiem, jakich nie kupisz nigdzie indziej. Takie bagietki są doskonałe, by urozmaicić śniadanie czy kolację – można zrobić ciekawe kanapeczki, duże kanapki, grzanki czy zapiekanki. Ale też genialnie sprawdzą się jako dodatek do różnorodnych zup – samodzielnie lub jako posmarowana oliwą grzanka z patelni grillowej, z dodatkiem ziół.

Dlaczego warto piec w domu?

Jeśli chodzi o pieczywo, to ja nie będę ukrywać, że nie stronię od kupowania w piekarniach. Ale zdecydowanie przepadam za takim domowym, dlatego piekę też w domu (szczególnie w okresie jesienno-zimowym, bo piekarnik to dodatkowy grzejnik w domu;)) i często eksperymentuję z ciastem, by wyszło takie, jakiego nie kupię w sklepie. Bo m.in to daje nam wypiekanie pieczywa w domu – nieograniczone możliwości smakowe, wyglądu przez sposób formowania/zaplatania i kolorystyczne. W ogóle uważam, że pieczywo, jako kategoria kulinarna, ma tak dużo możliwości, że są one w zasadzie nie do wyczerpania. A do tego takie pieczywo to popularne na Instagramie #wiemcojem, bo w warunkach domowych raczej nikt nie dodaje konserwantów, poprawiaczy smaku, itp.

BAGIETKI – 3 SPOSOBY NA CIASTO (jeden wspólny mianownik)

We wszystkich przepisach bazowałam na zaparzaniu mąki gorącym płynem – tak, jak się to robi przygotowując ciasto na pierogi. Dzięki temu ciasto staje się pulchne i elastyczne. Mam też kilka uwag co do samego wykonania poszczególnych smaków. Podczas przygotowywania zaobserwowałam kilka ważnych rzeczy, by bagietki wyszły doskonałe i puszyste! Jak widzisz na zdjęciach – nie wszystkie wyszły jednakowo wyrośnięte, na przykład pomidorowe są najmniej puszyste i wynika to pewnie trochę z ciężkości ciasta, ale i zbyt krótkiego czasu wyrastania (z nimi trochę się spieszyłam, niepotrzebnie…), i nacinania w nieodpowiednim momencie (dopiero po wyrośnięciu, niestety).

Nie bez znaczenia jest też fakt, że choć w każdym przepisie podaję porcję na 3 bagietki – w sam raz do silikonowej formy Tescoma, to ilość ciasta nie jest dokładnie taka sama, przez co ich wielkość również. Ale jak to mówią – praktyka czyni mistrza, a ja jestem mądrzejsza o kilka doświadczeń związanych z ciastem. Podzielę się nimi z Tobą :).

MOJE RADY, BY BAGIETKI WYSZŁY DOSKONAŁE:

  • Ciasto musi mieć czas wyrosnąć. Nie przyspieszaj zbytnio tego procesu. Powinno stać w ciepłym miejscu, ale niech to nie będzie piekarnik nastawiony na zbyt dużą moc czy miska na grzejniku. To tak nie działa. Czas wyrastania, czyli czas na pracę drożdży ma znaczenie.
  • Jeśli chcesz zrobić nacięcia, rób to od razu po uformowaniu bagietek. Najlepiej ostrym nożem i nie za płytko, by ciasto potem ładnie się rozeszło. Naciąć możesz też żyletką, ale ja z żyletki nie jestem zadowolona – nacinałam nią pomidorowe i jedną pszenną, i uważam, że jest za cienka, te od noża podobają mi się bardziej (ale to wyłącznie subiektywna opinia).
  • Używaj świeżych drożdży i niech one mają temperaturę pokojową (wyjmij je wcześniej z lodówki). Oczywiście jeśli korzystasz ze świeżych, bo możesz je też zastąpić drożdżami instant. Ale pisząc świeże mam na myśli takie, które mają jeszcze trochę czasu do upływu daty ważności. To niby oczywiste i dotyczy ogólnie ciasta drożdżowego, ale piszę o tym, bo jakiś czas temu, w odniesieniu do bułeczek drożdżowych z kruszonką, dostałam aż 2 pytania o to, czy jeśli drożdże są rozpoczęte i 2-3 dni po terminie ważności, to się nadają do drożdżowego. Ja uważam, że nie (i nie ma dla mnie znaczenia czy widać pleśń, czy nie). Termin przydatności jest po coś i lepiej nie ryzykować produktem, który nie trąca świeżością.

    Jeśli kupisz opakowanie, którego nie zużyjesz od razu bądź w krótkim czasie, podziel je na porcje (ja dzielę po 20 g lub 25 g), spakuj do osobnych woreczków i wrzuć do zamrażarki. Po odmrożeniu będą tak samo skuteczne, nawet, jeśli wtedy ich termin wskazywałby inaczej. Kiedyś tej metody nie stosowałam, a teraz bardzo sobie chwalę i obowiązkowo mam coś zamrożone na wypadek zachcianki z drożdżowym w tle 😉

  • Ciasto powinno być klejące, ale odchodzić od rąk i miski oraz dawać się łatwo formować/wałkować. Zbyt rzadkie/lepkie do wałkowania wymaga podsypywania mąką (tego unikaj), ale też nie można przesadzić z dodawaniem mąki, bo im mniej klejące, tym bardziej twarde ciasto i bagietki będą mniej puszyste, bardziej zbite.
  • Ciasto powinno być dobrze wyrobione – jeśli posiadasz robota, który zrobi to za Ciebie to super! Ja dopiero o takim pomocniku po cichu marzę, dlatego skazana jestem na wyrabianie ręczne. Trwa to minimum 5-7 minut, a im dłużej tym lepiej (nadgarstki bolą, ale warto dla efektu końcowego;)).

Bagietki Bagietki - 3 sposoby na ciasto, bagietki w 3 smakach, bagietki pszenne, bagietki z suszonymi pomidorami, bagietki rukola ze szpinakiem

Bagietki pszenne – tradycyjne

Składniki:

2,5 szkl. (400 g) mąki pszennej luksusowej
220 ml gorącej wody
20 g świeżych drożdży
1 łyżeczka cukru
1 łyżeczka soli
1 łyżka oleju

Sposób przygotowania:

Drożdże włóż do miseczki i rozetrzyj z cukrem (staną się płynne i zwiększą objętość, więc miseczka powinna być odpowiednio większa). Odstaw na kilka minut.
Mąkę przesiej do miski, wlej gorącą wodę (w temperaturze około 65-70 stopni) i łyżką wymieszaj tyle, ile się da. Następnie wlej rozpuszczone drożdże i ponownie wymieszaj. Dodaj sól i wyrób dobrze ciasto – na tym etapie będzie jeszcze bardzo klejące. Wtedy dodaj olej i ponownie wyrabiaj, najlepiej przez kilka minut (minimum 5). Ciasto pozostanie klejące, ale będzie bez problemu odchodzić od rąk. Włóż ciasto do miski, przykryj czystą ściereczką i odstaw do wyrośnięcia na 50-60 minut.

Wyrośnięte ciasto krótko zagnieć i podziel na trzy części. Każdą część rozwałkuj na prostokąt, gdzie dłuższy bok będzie miał długość finalnej bagietki (mniej więcej, bo jeszcze trochę urośnie). Złóż ciasto na 3-4 razy lub zroluj i włóż do formy na bagietki. Bardzo ostrym nożem zrób nacięcia, przykryj i odstaw do ponownego wyrośnięcia na około 20-25 minut. Po tym czasie wstaw do piekarnika, nastaw na 200 stopni i piecz około 30-35 minut (20-25 minut, jeśli wstawisz do już nagrzanego). W piekarniku powinno być też naczynie z wodą, by w czasie pieczenia wytwarzała się para.
Po upieczeniu wyjmij bagietki, przykryj czystą ściereczką i tak pozostaw do wystudzenia.


Bagietki Bagietki - 3 sposoby na ciasto, bagietki w 3 smakach, bagietki pszenne, bagietki z suszonymi pomidorami, bagietki rukola ze szpinakiem

Bagietki z suszonymi pomidorami

Składniki:

2 szkl. mąki pszennej luksusowej
25 g świeżych drożdży
15 szt. suszonych pomidorów z oleju (lub ciut mniej)
150 ml gorącej wody
1 łyżeczka cukru
1 płaska łyżeczka soli
1 łyżka oliwy spod suszonych pomidorów

Sposób przygotowania:

Mąkę przesiej do miski. W miseczce rozetrzyj drożdże (staną się płynne i zwiększą objętość).
Suszone pomidory odsącz z oleju i wrzuć do wysokiego naczynia. Wlej gorącą wodę i razem zblenduj. Gotowy płyn pomidorowy wlej do mąki i wymieszaj z grubsza łyżką. Dodaj płynne drożdże i ponownie wymieszaj. Następnie wsyp sól i wyrób wstępnie ciasto (już nie powinno być gorące). Do tak wyrobionego ciasta dodaj oliwę spod suszonych pomidorów i ponownie wyrabiaj – przez kilka minut, by ciasto było puszyste (będzie lekko klejące, ale nie powinno zostawać na dłoniach czy brzegach miski). Miskę z ciastem przykryj ściereczką i odstaw do wyrośnięcia w ciepłe miejsce na około 60 minut.

Wyrośnięte ciasto odgazuj i podziel na 3 części. Każdą część rozwałkuj tak, by dłuższy bok był długości formy na bagietki, złóż na 3 lub 4 razy (lub zroluj ciasto) i zrób nacięcia ostrym nożem. Przykryj ściereczką i ponownie odstaw do wyrośnięcia na około 35-35 minut (to ciasto jest cięższe, dlatego lepiej, gdy dłużej wyrasta w spokoju).
Do piekarnika wstaw naczynie z wodą, włóż bagietki i nastaw na 200 stopni. Piecz 30-35 minut.
Przy tych bagietkach najlepiej jest, by temperatura rosła wraz z nagrzewaniem się piekarnika – ma to dobry wpływ na wyrastanie ciężkiego, drożdżowego ciasta. Można oczywiście wstawić do już nagrzanego – wtedy czas pieczenia się skróci. Po wyjęciu z piekarnika przykryj ścierką i zostaw do ostudzenia.


Bagietki Bagietki - 3 sposoby na ciasto, bagietki w 3 smakach, bagietki pszenne, bagietki z suszonymi pomidorami, bagietki rukola ze szpinakiem

Bagietki szpinak z rukolą

Składniki:

2,5 szkl. mąki pszennej luksusowej
20 g świeżych drożdży
50 g świeżej rukoli
50 g świeżego szpinaku
3/4 szkl. (170 ml) gorącej wody (w temp. około 70-75 stopni)
1 łyżeczka cukru
1 łyżeczka soli
1 łyżka oleju

Sposób przygotowania:

Mąkę przesiej do miski. Drożdże rozpuść rozcierając je z cukrem w miseczce.
Opłukane liście rukoli i szpinaku zmiksuj z gorącą wodą i wlej do mąki – łyżka wymieszaj całość, następnie dodaj płynne drożdże i ponownie wymieszaj. Dodaj sól i wyrób ciasto. Gdy już będzie gładkie, ale klejące, dodaj olej i ponownie wyrabiaj, aż ciasto wchłonie tłuszcz i jeszcze przez kilka minut. Odstaw przykryte do wyrośnięcia na około 50-60 minut.

Wyrośnięte ciasto odgazuj, podziel na 3 części i każdą rozwałkuj na prostokąt. Instrukcja jak w poprzednich, czyli złóż, ułóż w formie, natnij i odstaw do wyrośnięcia.
Czas pieczenia i naczynie z wodą też jak wyżej. Upieczone przykryj ściereczką i tak wystudź.


Bagietki – 3 sposoby na ciasto to wpis, który przygotowałam we współpracy z marką Tescoma.

Silikonowa forma do bagietek (kupisz ją TUTAJ) super się sprawdziła, dzięki niej miałam niemal jednakowe długości bagietek (różnica wynikała z mojego nieudolnego dzielenia ciasta 😉 bo na równe części mi się nie udało – nie odważałam co do grama).

Ja w ogóle przyznaję, że uwielbiam silikonowe formy – obojętnie do czego są 🙂 niepodważalną zaletą jest utrzymanie czystości, bo doskonale się myją, a i podczas przygotowywania potraw są wygodne i praktyczne, bo nie wymagają natłuszczania czy użycia papieru do pieczenia. Zawsze, gdy staję przed wyborem zakupu formy silikonowej lub na przykład metalowej – wybiorę silikonową, bo jest wielokrotnego użytku w znacznie większym stopniu, niż metalowa. Przy odpowiednim użytkowaniu silikonowe formy są niemal nie do zdarcia, a do tego są odporne na temperatury niskie i wysokie (można nie tylko w nich piec, ale też i myć w zmywarkach).

Forma na bagietki DELLA CASA ma perforowane dno wgłębień, przez co gotowy wypiek ma fajną strukturę od spodu, niczym z piekarni. Dzięki niej w łatwy sposób możemy urozmaicić nasze śniadania, kolacje, lunchboxy czy przygotowywać smaczne dodatki do zup. My te zielone (rukola ze szpinakiem) zjedliśmy właśnie do zupy, zrumienione na patelni grillowe na grzanki. Pomidorowe upodobała sobie Wikusia i nie chciała do nich nic, prócz odrobiny masła (ja zresztą też uważam je za faworyta), a pszenne, czyli tradycyjne Zuzia wymyśliła jeść z domowym dżemem malinowym.

Piekłam jeszcze dyniowe, ale nie udało się zrobić im zdjęć – były tak przepyszne, że z pewnością jeszcze nie raz je upiekę i to nadrobię. Dyni mam w piwnicy spory zapas, jest z czego kombinować 🙂




Warsztaty kulinarne “Street Food” z Galeo

W sobotę, 18 listopada, pojechałam do Warszawy na warsztaty kulinarne organizowane przez markę Galeo – na pewno znasz ich przyprawy, a może nawet masz całkiem sporą ilość w swojej kuchni. Dla mnie to była wyprawa, bo choć nie jakoś przesadnie daleko, to musiałam zorganizować dzieciom opiekę na prawie cały dzień, a sobie czas dojazdu tak, by mimo utrudnień na trasie (budowa S17 trwa na bardzo długim odcinku) zdążyć na czas. A z uwagi na fakt, że na inne warsztaty niecały miesiąc wcześniej w ostatniej chwili nie dojechałam, wracając się już spod drzwi auta do chorego dziecka, to teraz byłam nieco zestresowana, czy na pewno tym razem się uda. Przy dzieciach nawet nie wspominałam o tym aż do ostatniego dnia, żeby się czasem ze stresu moją nieobecnością nie pochorowały 🙂

warsztaty kulinarne, street food, Galeo, Cook Up, Warszawa

Warsztaty kulinarne pod hasłem “Street Food”

Warsztaty odbyły się w studiu kulinarnym Cook Up, a prowadzącym był szef kuchni Maciej Wawryniuk – bardzo mi się podobała forma, w jakiej przez cały czas czuwał nad naszymi działaniami. Nie mam co prawda porównania, bo były to moje pierwsze warsztaty kulinarne, w jakich miałam przyjemność uczestniczyć (niestety, nie zawsze uda się wszystko dograć), ale uważam, że prowadzący powinien być charyzmatyczny, ale też wykazywać się dużą dawką poczucia humoru – a tych rzeczy Maciejowi nie zabrakło 🙂 to był naprawdę fajny czas!

Całe spotkanie rozpoczęła krótka prezentacja przedstawicielki marki Galeo, która przybliżyła nam historię i strategię firmy. A marka na rynku jest już od 2000 roku, czyli w przyszłym roku stuknie 18-stka ;).
Portfolio produktów jest bardzo bogate – są przyprawy i zioła, mieszanki przypraw (w tym od niedawna przyprawy do dań z grilla) oraz dodatki spożywcze (m.in. kwasek cytrynowy, proszek do pieczenia czy soda oczyszczona). Wszystkie przyprawy i zioła przechodzą przez ścisłe kontrole zarówno na etapie doboru składników, jak i gotowego produktu. W najnowocześniejszym tego typu zakładzie produkcyjnym w regionie (w podwarszawskim Stefanowie) działają Laboratoria Kontroli Jakości i Dział Badań i Rozwoju – specjaliści czuwają nad każdym etapem produkcji, dzięki czemu marka wypuszcza produkt wysokiej jakości (ale też w przystępnej cenie).

Przyprawy marki Galeo są “WARTE DODANIA” – promocja odbywa się pod takim hasłem i słusznie, bo nawet gotowe mieszanki przypraw (np. do dań z kapusty, mięsa mielonego czy do ryb) przeznaczone do konkretnych rodzajów dań, nie zawierają glutaminianu sodu ani innych poprawiaczy smaku. Są po prostu NATURALNE, a to w kuchni bardzo cenię. I cieszę się, że wachlarz produktów jest tak bogaty, bo dzięki temu każde danie jest odpowiednio doprawione, aromatyczne.

warsztaty kulinarne, street food, Galeo, Cook Up, Warszawa

warsztaty kulinarne, street food, Galeo, Cook Up, Warszawa

Warsztaty kulinarne – jak to wygląda “od kuchni”?

Na czas gotowania podzieliliśmy się na grupy czteroosobowe i każda grupa dostała kilka przepisów do przygotowania. U nas była to jagnięcina z ciecierzycą podawana z ziemniaczanymi chlebkami, churrosy z czekoladowym sosem, langosze, chutney z mango i pomidora, rozgrzewające smoothie z pieczonej dyni i arancini. Pracę podzieliłyśmy między siebie, choć i tak wszyscy skupiali się na całości, tak, by ze wszystkim zdążyć, bo część rzeczy wymagała czasu, a w czasie oczekiwania (np. na upieczenie ziemniaków, itp.) można było pomóc sobie nawzajem i chwilę porozmawiać.

Maciej przygotował dla nas masę przepisów na street food typowy dla różnych krajów – wszystkie były dla mnie nowością, bardzo chętnie podglądałam ich wykonanie i słuchałam wskazówek szefa kuchni, a mój faworyt z dań, których miałam okazję spróbować (wszystkiego się nie dało, tyle pyszności, że żołądek by nie zmieścił;)) to zdecydowanie arancini przygotowane przez Kasię z naszej grupy – ten przepis zdecydowanie powtórzę w domu i to jako pierwszy (bo w planach mam więcej). I na pewno opublikuję go na blogu.

Tak w ogóle, to każda z nas dostała wszystkie przepisy, które przygotowaliśmy wspólnie na warsztatach i miałam pomysł, by je wszystkie sfotografować i w tym wpisie opublikować, ale naszła mnie ogromna wątpliwość czy to na pewno dobry pomysł – wpis będzie miał wtedy ogromną ilość zdjęć… (A ja już i tak zmniejszyłam ich liczbę przez łączenie, by strona nie ładowała Ci się zbyt długo;)). Dlatego wypiszę je tu wszystkie niżej i z zainteresowanymi chętnie się recepturą podzielę – po prostu napisz do mnie (w komentarzu lub mailem).

WARSZTATY KULINARNE GALEO – WSZYSTKIE DANIA

  1. Bananowy ketchup
  2. Piwny sos z sezamem
  3. Sos z pieczonej papryki i migdałów
  4. Zielony sos z kolendry
  5. Chutney z mango i pomidora
  6. Scotch Eggs
  7. Jagnięcina z ciecierzycą
  8. Ziemniaczane chlebki
  9. Currywurst
  10. Twister z kiszoną kapustą
  11. Domowe tortille
  12. Arancini
  13. Burger wegetariański
  14. Burger z tofu w azjatyckim stylu
  15. Bułki do burgerów
  16. Belgijskie frytki
  17. Langosze
  18. Kibiny
  19. Arepa
  20. Cezar z duszoną gęsią
  21. Churros z sosem czekoladowym
  22. Rozgrzewające smoothie z pieczonej dyni (alkoholowe)

warsztaty kulinarne, street food, Galeo, Cook Up, Warszawa

Napisałam wyżej, że “miałam przyjemność wziąć udział w warsztatach” – bo warsztaty kulinarne to bardzo fajny rodzaj spotkania. Wielu autorów blogów kojarzę z sieci, ale spotkać i poznać miałam okazję pierwszy raz. A że dojechać udało mi się jeszcze pół godziny przed czasem, to jeszcze przed rozpoczęciem warsztatów miałam możliwość z kilkoma osobami porozmawiać. Szkoda, że nie ze wszystkimi, ale może następnym razem 😉

Warsztaty kulinarne – warte pojechania, a przyprawy Galeo – warte dodania 😉 dziękuję za zaproszenie.

Zdjęcia dołączone do relacji udostępnione dzięki uprzejmości organizatora.




Kociołek warzywny z makaronem, danie jednogarnkowe, wegetariańskie

Kociołek warzywny z makaronem (jednogarnkowy)

Kociołek warzywny z makaronem to pomysł na danie absolutnie jednogarnkowe, bo tu nawet makaron gotujesz razem z warzywami w tym samym garnku 😉 Wszystko do siebie doskonale pasuje, a przy tym całość jest propozycją lekką, jak na tego typu danie – nie ma śmietany, zasmażki, a zagęszcza tylko koncentrat pomidorowy. By było jeszcze lżej, makaron zwykły możesz zastąpić wieloziarnistym, ciemnym.

Jak przygotować kociołek warzywny z makaronem?

Przygotowanie jest bardzo proste – od przesmażenia cebuli co kilka minut dodajesz do garnka kolejny składnik, a na koniec makaron i gorącą wodę, by miał się w czym ugotować. Zagęszczasz koncentratem pomidorowym Łowicz 30 %, przyprawiasz i po chwili gotowe.
W tym miejscu zaznaczę, że kolejność składników nie jest przypadkowa – jedne potrzebują dłuższej obróbki, inne krótszej. Dlatego też cukinię dodaj razem z makaronem – najsmaczniejsza jest, gdy się ugotuje, ale nie rozpadnie.

Kociołek warzywny z makaronem nie należy do najszybszych w temacie samego krojenia warzyw – nie jest ich tu mało, przez co od rozpoczęcia do postawienia dania na stół, nie minie mniej niż 40 minut (chyba, że masz pomocnika, który połowę lub wszystko za Ciebie pokroi;)). ALE – przy dobrze rozplanowanym czasie operacyjnym w tych 40 minutach się wyrobisz! Wystarczy kolejność krojenia dostosować do kolejności dodawania składników do garnka, czyli zacząć od cebuli, selera, marchewki i dalej jak w przepisie.
Potem jest prosto – po kolei przesmażasz wszystko w garnku, czasem mieszasz, ale nie martwisz się zbytnio o przypalenia, bo każde z warzyw odda trochę płynu i raczej nigdy go nie będzie za mało. Dolewasz gorącej wody, wrzucasz makaron, mieszasz i po kilku minutach gotowe.

Dla zabieganych, którzy chętnie przygotowaliby taki obiad po powrocie z pracy, polecam pokrojenie warzyw dzień wcześniej i przechowanie gotowych składników w lodówce – wszystko oprócz pieczarek (by nie ściemniały) z powodzeniem możesz pokroić wieczorem, a gotować dopiero następnego dnia. To bardzo wygodna opcja, bo możesz się nawet rozsiąść przed ulubionym serialem i na spokojnie kroić, a po przyjściu do domu drugiego dnia tylko rozgrzać tłuszcz i po kolei przesmażać, w międzyczasie krojąc ostatni składnik – pieczarki. Dzięki temu obiad podasz w 30 minut 🙂

Uwaga – w przepisie podaję proporcje na duży garnek (10-litrowy) gotowego dania. Jeśli nie potrzebujesz obiadu na dwa dni lub nie planujesz zapakować części do lunchboxa na kolejny dzień do pracy (danie świetnie się do tego nadaje), podziel składniki na połowę i zrób mniej. Choć ja się przyznam, że tak mi smakuje, że z tej ilości niewiele na jutro zostało 😀

Do przygotowania dania wykorzystałam nowość, jaką jest koncentrat pomidorowy Łowicz 30 % w saszetce. Wypuszczając ten produkt na rynek, moim zdaniem, marka Łowicz trafiła w dziesiątkę! Nowatorskie opakowanie koncentratu ma bardzo wiele zalet i docenią go na pewno wszyscy, którzy szukają rozwiązań wygodnych, praktycznych i oszczędnych – saszetka pośród zakupów nie stłucze się, można ją postawić pionowo tak samo jak ten sam produkt w słoiku, a przy tym wycisnąć ją można dosłownie do ostatniej kropli, dzięki czemu nic się nie zmarnuje. Dzięki specjalnej perforacji nie ma problemów z otwarciem, a w składzie koncentratu nie ma soli.
Koncentrat pomidorowy w saszetce to też świetne rozwiązanie dla osób, które wybierają się w bliższą lub dalszą podróż i będą gotować posiłki poza domem – znacznie łatwiej, lżej i wygodniej jest zabrać produkt w saszetce niż słoiku. A koncentrat sprawdzi się do wielu dań, od śniadań zaczynając, a na kolacji kończąc.
Poza tym bez obaw możemy pozwolić z nim eksperymentować dzieciom – małe rączki poradzą sobie świetnie z otwarciem, wyciskaniem i pomagając lub samodzielnie przygotowując posiłek na pewno nie stłuką, jeśli z tych rączek wypadnie. W końcu to nie słoik 🙂

Kociołek warzywny z makaronem, jednogarnkowe, wegetariańskie, wegańskie

Przepis na kociołek warzywny z makaronem

Składniki:

1 saszetka koncentratu pomidorowego Łowicz 30 %
400 g makaronu penne
2 papryki czerwone
1 duża papryka żółta
2 marchewki
1/2 selera
2 średnie cukinie
450 g zielonej fasolki szparagowej
250 g pieczarek
2 duża cebula
3 ząbki czosnku
2 liście laurowe
4-5 ziaren ziela angielskiego
5-6 ziaren pieprzu
1 łyżka słodkiej papryki mielonej
1/2 łyżeczki chili
1 łyżka suszonej bazylii
1 płaska łyżka majeranku
sól do smaku
olej do smażenia
600 ml gorącej wody
natka pietruszki do oprószenia na talerzach

Sposób przygotowania:

Cebulę obierz i pokrój w piórka, ząbki czosnku obierz. Wszystkie warzywa umyj. Papryki pozbaw gniazd nasiennych i pokrój w paseczki, cukinie w ćwierć plasterki. Marchewkę i seler obierz i pokrój w cienkie słupki (jak włoszczyznę). Fasolkę szparagową pokrój na mniejsze kawałki, a pieczarki w pół plasterki.

W dużym garnku rozgrzej olej i zeszklij cebulę, następnie wrzuć marchewkę z selerem i przesmażaj przez około 2-3 minuty. Dodaj paprykę, po 2-3 minutach fasolkę, pieczarki oraz czosnek, razem duś pod przykryciem około 3-5 minut. Do garnka dodaj cukinię, makaron i wlej gorącą wodę. Przemieszaj, przykryj garnek i duś na wolnym ogniu około 15 minut.

W moździerzu rozetrzyj wszystkie przyprawy na proszek i wraz z koncentratem pomidorowym Łowicz 30 % dodaj do dania (jeśli nie masz moździerza wrzuć je po prostu do garnka, ale zioła rozetrzyj w dłoniach – od ciepła dłoni lepiej uwolni się ich aromat).
Całość dokładnie wymieszaj i duś jeszcze przez 5 minut, po czym wyłącz. Na talerzach podawaj z natką pietruszki (opcjonalnie możesz ją dodać do całego dania w garnku, ale pamiętaj, by zrobić to już po wyłączeniu – do gorącego, ale nie wrzącego, by nie straciła swoich cennych właściwości i składników odżywczych).

Kociołek warzywny z makaronem, jednogarnkowe danie warzywne, danie wegetariańskie, wegańskie


Wpis powstał we współpracy z marką Łowicz.

Zapisz




Paczka w RUCHu

Jak nadać paczkę łatwo, szybko i bezproblemowo? Paczka w RUCHu.

Czy Ty też tak masz, że czasem nawet kupienie gazety lub wysłanie listu okazuje się być wyprawą na pół dnia, bo po drodze milion spraw? 🙂 U mnie to tak wygląda, a przy każdym wyjeździe staram się załatwić jak najwięcej, w jak najkrótszym czasie.

Wyprowadziłam się z Warszawy już 3,5 roku temu. Od tego czasu moje życie wywróciło się do góry nogami – urodziłam dwoje dzieci, ponownie mieszkam na wsi, a z powodu odległości od miasta wszelkie sprawy do załatwienia nie są już tak proste, bezproblemowe i po drodze, jak przedtem. Teraz, gdy chcę załatwić cokolwiek (drobne lub większe zakupy, sprawy urzędowe, wizyty u lekarza, itp.) muszę do tematu podchodzić wielokierunkowo i opracowywać cały plan logistyczny 😉 . Począwszy od załatwienia dostępności auta, przez ustalenie czy muszę zabrać ze sobą dzieci, a na zaplanowaniu kolejności załatwiania spraw z listy kończąc.
Z uwagi na to, że jednak większość wyjazdów odbywa się z małym towarzystwem na pokładzie (choć z wielu powodów, w tym bezpieczeństwa, wolę, gdy dzieci zostają w domu, jeśli nie ma potrzeby, aby mi towarzyszyły), tak planuję wyjazd, by nie marnować czasu, czyli aby wizyta w każdym miejscu odbywała się szybko i sprawnie. W przeciwnym razie moje panienki, niczym małe żywioły, w kilka minut rozniosłyby sklep, urząd, kiosk, czy gdzie tam zajrzymy 😉

Zawsze chętnie korzystam z możliwości przyspieszenia sprawy, załatwienia czegoś przy okazji, ominięcia kolejek, itp. I tu w kwestii nadawania przesyłek (co zdarza mi się często) najlepszym rozwiązaniem okazała się Paczka w RUCHu! Moja paczka trafia w ręce pani kioskarki szybciej, niż dziewczynki na dobre rozejrzą się po kiosku i zaczną wprowadzać w życie destrukcyjne plany co do rzeczy na półkach 🙂 . A ja przy okazji kupuję ulubiony tygodnik czy kolorowankę dzieciom.

 

Znasz usługę Paczka w RUCHu, którą w ofercie ma sieć RUCH?

Ja uważam, że jest to rozwiązanie szyte na miarę potrzeb każdej mniej lub bardziej zabieganej osoby. A na pewno dla mnie, bo cała procedura rozpoczyna się jeszcze domu, przekazanie paczki w kiosku trwa tylko chwilkę, więc załatwiam to od ręki i mam pewność, że moja paczka dotrze na czas do wskazanego punktu odbioru. Szybko, łatwo i bez kolejek, a do tego w wyjątkowo korzystnej cenie.

Jak wygląda procedura nadawania Paczki w RUCHu?

Internetowy formularz nadawania paczki jest bardzo prosty i niesamowicie intuicyjny – wypełniam go w dowolnym momencie, siedząc przy tym wygodnie i popijając kawę lub herbatę 🙂 . To też ogromny plus, bo nie cierpię pisania na szybko, gdzieś pod bokiem na kolanie lub niemal w powietrzu (zawsze zapominałam wziąć formularz do domu, by wypełnić na spokojnie).
Zobacz jakie to proste – wchodzisz na stronę https://www.paczkawruchu.pl/ i z górnego menu wybierasz opcję “Nadaj paczkę”. Wypełniasz formularz na stronie oraz wybierasz kiosk RUCH-u, z którego jest Ci najwygodniej ją nadać.
Niżej uzupełniasz formularz dotyczący odbiorcy przesyłki, rodzaju paczki (czy to paczka mini do 1 kg, czy standard o wadze do 20kg) i punkt (kiosk RUCH-u lub Punkt Partnerski), w którym paczka będzie oczekiwała na odbiorcę.
Do wyboru masz również opcję, czy chcesz wygenerować list przewozowy (otrzymasz wtedy dokument w pdf do wydruku i naklejenia na paczkę) czy posłużysz się kodem nadania, który podasz podczas nadawania paczki w punkcie (dobra opcja dla osób, które nie mają w domu drukarki).

Ostatnim etapem jest odwiedzenie wybranego kiosku RUCH-u, oddanie paczki w ręce sprzedawcy i uiszczenie opłaty za przesyłkę. Odbiorca otrzyma wiadomość SMS z kodem odbioru – wystarczy podać go w punkcie odbioru, by otrzymać przesyłkę (nie trzeba mieć przy sobie dowodu osobistego).

 

 

Najważniejsze zalety usługi “Paczka w RUCHu”:

  • wygodnie – formularz nadania wypełniasz w domu, choćby z pozycji leżącej przed komputerem/tabletem/telefonem 😉
  • blisko 4000 punktów w całej Polsce – Ty decydujesz, gdzie jest Ci najwygodniej nadać paczkę, a Twój odbiorca, gdzie chce ją odebrać (może to być kiosk blisko domu, pracy, po drodze na zakupy lub przy ulubionej kawiarni, w której umawiasz się z przyjaciółką na kawę)
  • godziny otwarcia – punkty Paczki w RUCHu czynne są maksymalnie w godzinach 6:00-20:00 (sprawdź na stronie jakie są godziny dla Twojego punktu), dlatego zarówno nadawca, jak i odbiorca z usługi korzystają w dowolnym momencie
  • korzystna cena – usługa nie nadwyręży domowego budżetu
  • terminowość – paczka do wybranego punktu odbioru trafi z samego rana, a odbiorca zostaje o tym natychmiast poinformowany SMS-em
  • śledzenie paczki online – po numerze nadania/listu przewozowego możesz sprawdzić gdzie w danym momencie się znajduje
  • brak kolejek – przepływ Klientów w punkcie Paczki w RUCHu jest ogromny, jednak z uwagi na specyfikę zakupów (drobne rzeczy, najczęściej gazety, czasem książka, gadżet lub coś słodkiego) każda osoba obsługiwana jest szybko i sprawnie, dlatego nigdy nie stałam w kolejce dłużej niż 2-3 minuty.
Paczka w RUCHu to nie tylko świetny sposób na jej nadanie.
Możesz skorzystać z możliwości odbioru w kiosku lub Punkcie Partnerskim, np. podczas dokonywania zakupów internetowych. W dzisiejszych czasach zakupy online są nawet popularniejsze i często tańsze od zakupów stacjonarnych (osobiście bardzo często korzystam i wiele rzeczy kupuję w ten sposób). Jeśli podczas transakcji internetowych w sposobach dostawy zobaczysz opcję Paczki w RUCHu, wybierz odbiór w punkcie zlokalizowanym dla siebie najwygodniej i odbierz zamówienie w dowolnym momencie. Od chwili otrzymania SMS-a paczka będzie czekała na odbiór w punkcie aż przez 5 dni.

Mój najbliższy punkt odbioru mam około 4-5 km od domu, ale często decyduję się na punkt w mieście niedaleko – odbieram przy okazji zakupów lub z kodem nadania odbiera mi mąż, bo i tak codziennie jeździ tą trasą.

Paczka w RUCHu to rozwiązanie, które doskonale wpisuje się w aktualne zapotrzebowanie na tego typu usługę. Nadajesz gdzie chcesz, odbierasz gdzie Ci wygodnie, a sama procedura jest szybka, łatwa i przyjemna. Zdecydowanie polecam!

Najlepiej zapisz sobie stronę https://www.paczkawruchu.pl/ do zakładek lub w chwili, gdy potrzebujesz wpisz po prostu w wyszukiwarkę “kiosk, ruch, paczka”, wypełnij dane do listu przewozowego i przekonaj się, jakie to proste :)Ja już z dziewczynkami nadaję tylko Paczki w RUCHu 😉 bez dziewczynek również 🙂

Wpis powstał przy współpracy z RUCH S.A. 




Warsztaty fotografii kulinarnej z Olympus Polska

Warsztaty fotografii kulinarnej z Olympus Polska

Fotografia kulinarna to dziedzina, która bardzo mnie fascynuje i powoli staje się moim hobby (jak ten blog). Dlatego bardzo się ucieszyłam, że mogę wziąć udział w pierwszych w życiu warsztatach fotograficznych (pierwszych zresztą nie tylko fotograficznych, bo na żadnych nigdy dotąd nie byłam), a konkretnie właśnie warsztatach fotografii kulinarnej.

UWAGA – wpis zawiera sporo zdjęć – poczekaj proszę, aż załadują się wszystkie 😉


Warsztaty fotografii kulinarnej
organizuje Olympus Polska w różnych miastach w Polsce. Te w Warszawie, w których miałam okazję uczestniczyć, odbyły się 29 czerwca (będą jeszcze jedne, w grudniu). Prowadzą je dwie osoby.

Jakub Kaźmierczyk – profesjonalny, ceniony fotograf, który przekazał nam wiele cennych wskazówek, trików i porad na temat fotografii ogółem. Nie skupił się wyłącznie na jedzeniu, ale pokazał nam szerszy punkt widzenia fotografa. Dzięki temu poznałam tajniki fotografii na zlecenie (niektóre znałam, inne dopiero teraz). Cała jego prezentacja zrobiona była tak “luźno”, naturalnie, że aż zazdroszczę mu tej wiedzy i umiejętności, i chciałabym choć w małym stopniu umieć tak operować sprzętem. Cóż – marzenia się spełniają, więc kto wie w jakim kierunku pójdzie moja “kariera” 😉

W tym miejscu muszę zaznaczyć, że mogłabym słuchać wykładów Kuby godzinami, bo bardzo fajnie opowiada, a przy tym przyjemnie się na niego patrzy 😉 mój mąż tego nie czyta 😉 ale i tak mam na myśli nie to co może właśnie Ci do głowy przyszło 😀 po prostu właściwy człowiek na właściwym miejscu! 🙂

Poza wykładem o fotografii, Kuba przygotował dla nas jeszcze dwa inne tematy.

Pierwszy to zabawa z łapaniem ruchu – robiliśmy zdjęcia, które mnie fascynują od dawna! Coś tam nawet próbowałam w warunkach domowych i na niektórych zdjęciach na blogu te próby są (np. oprószanie cukrem pudrem), ale nigdy nie próbowałam złapać momentu wlewania płynu do szklanki. Genialne to jest i na pewno będę próbować w domu (czy raczej przed domem, bo potrzebne jest do tego bardzo dobre światło, a nie mam sztucznego).

Drugi temat to podstawy postprodukcji zdjęć w Lightroomie. Nie mam tego programu i nie znam, ale jestem zachwycona tym, ile ze zdjęcia potrafi wyciągnąć! Jeśli kiedyś zajmę się fotografią na zlecenie, na pewno wykupię licencję i nauczę się obsługi w większym stopniu.

Kinga Paruzel, uczestniczka Master Chefa, autorka własnego bloga kulinarnego, która robi przepiękne zdjęcia jedzenia (i nie tylko) przygotowała dla nas ciekawą prezentację skupiającą się wokół fotografii stricte kulinarnej, z której wyniosłam sporo praktycznej wiedzy. M.in. na temat prezentacji jedzenia w kadrze, dobierania dodatków, a także kilka trików, dzięki którym nawet trudne potrawy będą wyglądały apetycznie! Na widok tych fotografii robiłam się coraz bardziej głodna 😉 w ogóle na widok zdjęć Kingi ślinka cieknie, zobacz na jej blogu (kliknij w nazwisko) lub instagramie 😉

Kingę znam z telewizji, bloga, reklam… I jestem pod wrażeniem jak pozytywną jest osobą! Cały czas z uśmiechem na twarzy, otwarta i wprost stworzona do pracy z ludźmi. Zaraża optymizmem nawet na odległość 😉

A tak przy okazji – strasznie podoba mi się nazwisko “Paruzel” 😉  na sam dźwięk już kojarzy mi się pozytywnie (wiesz… karuzela, zabawa, uśmiech, beztroska;)) i dlatego uważam, że to doskonałe nazwisko dla osoby z takim entuzjastycznym charakterem jak Kinga! Dusza człowiek! 🙂

Wracając do samych warsztatów…

Bardzo byłam zadowolona, że warsztaty nie były “techniczne”, czyli co to jest ISO, przysłona, czas naświetlania, itd.. Po pierwsze takie pojęcia już znam (się kupiło lustrzankę to się czyta:P), a po drugie, moim zdaniem, warsztaty byłyby wtedy przydługie i ciut nudne 😉

Dlatego spodobało mi się, że po omówieniu prezentacji i kilku ważnych aspektów fotografii przeszliśmy do fotografii “na żywo”.

Olympus Polska zadbał, by każdy z nas dostał do ręki aparat, niektórzy nawet załapali się na wybór obiektywu. I tu należy wspomnieć, że za sprzęt odpowiedzialny był człowiek (bardzo żałuję, że nie znam choćby imienia), któremu należy się osobna prezentacja! Bardzo duża wiedza i umiejętności, byłam pod wrażeniem.

Aparat marki Olympus miałam w rękach po raz pierwszy, ale wiesz co? Szkoda! Bardzo szkoda, bo gdybym zrobiła nim kiedyś choć jedno zdjęcie, to właśnie taki bym sobie kupiła! Fantastyczny sprzęt, który moje serce podbił najbardziej szybkością migawki – były takie sytuacje, kiedy chcąc przejść między stolikami i pozostałymi uczestnikami warsztatów, by zrobić zdjęcie z drugiej strony, niechcący dotknęłam palcem spustu migawki i cyk – fotka gotowa 😉 co się w kadrze znalazło (z reguły buty:P) to nieważne. Ważne, że to zdjęcie było ostre ja brzytwa! Aparat jest mega czuły i błyskawicznie wyłapuje ostrość. To mi się podoba i jak tylko Mąż przeboleje moją lustrzankę 😉 i się przeprowadzimy, chyba zdecyduję się na zakup Olympusa z wymienną optyką – małe to, do torebki się mieści, więc już żadna sytuacja mnie nie ominie (jak to ma miejsce teraz, zanim wyciągnę swój duży, ciężki sprzęt).

A teraz zobacz sobie kilka zdjęć, wszystkie zrobione Olympusem OMD E-M1 Mark II.
Zdjęcia, które tu zobaczysz są bez żadnej obróbki.

WARSZTATY FOTOGRAFII KULINARNEJ Z OLYMPUS POLSKA

P.s. Jeśli masz wrażenie, że brakuje w nich ostrości – jest to kwestia dużej kompresji zdjęć na Word Pressie. Sama zauważyłam różnicę po migracji z bloggera.

Warsztaty fotografii kulinarnej z Olympus Polska, tarta z owocami
Warsztaty fotografii kulinarnej z Olympus Polska

 

Warsztaty fotografii kulinarnej z Olympus Polska
Warsztaty fotografii kulinarnej z Olympus Polska

 

Warsztaty fotografii kulinarnej z Olympus Polska
Warsztaty fotografii kulinarnej z Olympus Polska

 

Warsztaty fotografii kulinarnej z Olympus Polska
Warsztaty fotografii kulinarnej z Olympus Polska

 

Warsztaty fotografii kulinarnej z Olympus Polska
Warsztaty fotografii kulinarnej z Olympus Polska

 

Warsztaty fotografii kulinarnej z Olympus Polska
Warsztaty fotografii kulinarnej z Olympus Polska

 

Warsztaty fotografii kulinarnej z Olympus Polska
Warsztaty fotografii kulinarnej z Olympus Polska

 

Warsztaty fotografii kulinarnej z Olympus Polska
Warsztaty fotografii kulinarnej z Olympus Polska

 

Warsztaty fotografii kulinarnej z Olympus Polska
Warsztaty fotografii kulinarnej z Olympus Polska

 

Warsztaty fotografii kulinarnej z Olympus Polska
Warsztaty fotografii kulinarnej z Olympus Polska
____________________________________________
Ostatnie zdjęcia to łapanie ruchu- i tu zestawiam Ci je w połączeniu z taką najbardziej
podstawową obróbką – wyłącznie poprawienie kontrastu, zrobione w darmowym programie. Chcę Ci pokazać tylko jedną z możliwości poprawienia odbioru zdjęcia. Lightroom posiada ich znacznie więcej 😉
Warsztaty fotografii kulinarnej z Olympus Polska
Warsztaty fotografii kulinarnej z Olympus Polska – łapanie ruchu
Warsztaty fotografii kulinarnej z Olympus Polska
Warsztaty fotografii kulinarnej z Olympus Polska – łapanie ruchu

 

Warsztaty fotografii kulinarnej z Olympus Polska
Warsztaty fotografii kulinarnej z Olympus Polska – łapanie ruchu

 

Warsztaty fotografii kulinarnej z Olympus Polska
Warsztaty fotografii kulinarnej z Olympus Polska – łapanie ruchu

Na koniec kilka słów ode mnie…
Jak wspomniałam wyżej, były to pierwsze warsztaty, w jakich miałam przyjemność uczestniczyć. Dawno nie miałam okazji być na spotkaniu z zupełnie obcymi dla mnie ludźmi i przez większość czasu byłam trochę oszołomiona, brakowało mi śmiałości 😉  niektórzy blogerzy obecni na warsztatach znali się wcześniej, spotykają na tego typu i podobnych wydarzeniach (a może i prywatnie-tego nie wiem) i przyznaję się oficjalnie, że… trochę im tego zazdroszczę 😉
Fajnie było się wyrwać, odwiedzić stare warszawskie kąty, odetchnąć od domowych obowiązków i… dziecięcych krzyków 🙂  bardzo miła odmiana, chętnie będę to powtarzać 😉

Dziękuję Olympus Polska 😉

Warsztaty fotografii kulinarnej z Olympus Polska
Warsztaty fotografii kulinarnej z Olympus Polska

 




Sałatka z jajkiem, pomidorem, ziemniakami i kaparami + KONKURS

Sałatka jest dobra na każdą okazję. Święta, urodziny, imieniny, grill, lunch, kolacja ze znajomymi, kolacja dla dwojga, kolacja w ogóle 🙂  – wszędzie pojawia się sałatka, a pod tą jedną nazwą kryje się nieograniczona ilość kombinacji składników.
Takie sałatki jak poniżej kiedyś jadłam często, a w ostatnim czasie jakoś się “zapomniały”. Zastąpiły je te ciężkie, majonezowe… Ale ponieważ, jak wiesz, staram się trzymać dietę (jakoś, ale się staram), a stragany teraz uginają się od świeżych warzyw, to właśnie te sałatki wróciły do łask. Same zdrowe składniki, w tym dobrej jakości oliwa i smaczna przekąska gotowa. Zazwyczaj przygotowuję je na kolację, ale i w ramach obiadu się zdarza. To też świetny pomysł na lunch do pracy, tylko oliwę/dresssing/sos należy wlać do osobnego pojemniczka/słoiczka i polać przed samym zjedzeniem, bo jak to zrobisz w domu to sałata tak oklapnie, że odbierze Ci apetyt i radość z jedzenia 😉
Do sałatki dodałam kapary w oleju marki OLE! – i tu się oficjalnie przyznaję, że to kolejny już produkt, którego spróbowałam po raz pierwszy, bo dotąd nie było okazji. Nie znając smaku (i czy posmakują) nie kupowałam, choć już kilka razy ręka wędrowała w ich stronę podczas zakupów 😉  od OLE! otrzymałam wielką pakę produktów (więcej, niż zobaczysz na grafice niżej), z których wszystkie inne znam i wiem jak smakują, dlatego to właśnie na kapary zdecydowałam się w przepisie i teraz żałuję, że nie odważyłam się ich kupić wcześniej 😉 same w sobie nie zachwyciły mnie tak, że czapki z głów, choć smak mają wyraźny i całkiem w porządku. Natomiast jako składnik sałatki zdecydowanie nadały jej charakteru, lekko śródziemnomorskiego smaku i równolegle z rukolą “rządziły” sałatką. Co więcej – spróbowałam bez kaparów i z kaparami i okazało się, że nie było już potrzeby doprawiania sałatki żadnymi ziołami, bo robiły robotę.
A dla moich Czytelników w dalszej części wpisu łatwy KONKURS – zapraszam do udziału 😉
Składniki podaję na zasadzie hasła, bo ilość należy dostosować do wielkości naczynia, w którym przygotujesz sałatkę, ale też własnego gustu (ktoś doda więcej pieczonych ziemniaków, a inny więcej jajka). Na zdjęciach widzisz sałatkę w 3 pucharkach, bo i tak można ją przygotować i na przykład zaserwować takie porcje gościom. Natomiast ja użyłam całego opakowania mixu sałat, całego rukoli, kilkunastu ziemniaków, prawie całego słoika kaparów, kilku jajek i małego słoika ogórków kiszonych, bo poza tym co na zdjęciu, z reszty przygotowałam sałatkę w dużej salaterce i zjedliśmy ją na kolację.
Sałatka z jajkiem, pomidorem, ziemniakami i kaparami
Składniki:
Mix sałat z roszponką
rukola
młode ziemniaki ugotowane
ogórek kiszony
kapary w oleju
pomidory
jajka gotowane
oliwa z oliwek extra vergin
Sposób przygotowania:

Ugotowane młode ziemniaki kroimy na połówki lub ćwiartki (w zależności od wielkości) i podsmażamy na niewielkiej ilości oleju na rumiano z każdej strony, wyjmujemy na talerz z ręcznikiem papierowym, by odsączyć nadmiar tłuszczu i studzimy.
Jajka obieramy i kroimy wzdłuż na ćwiartki, ogórki też wzdłuż na połówki lub ćwiartki, jeśli są bardzo długie to można przeciąć na pół. Pomidory kroimy podobnie, ale wycinamy pozostałości po ogonkach. Kapary odsączamy z oleju.
Do pucharków/salaterek nakładamy mix sałat, mieszamy z rukolą, na wierzchu rozkładamy przygotowane dodatki. Przed podaniem sałatkę skrapiamy dobrej jakości oliwą z oliwek.
Sałatka z jajkiem, pomidorem, ziemniakami i kaparami
Sałatka z jajkiem, pomidorem, ziemniakami i kaparami

 K O N K U R S  “GOTUJ  Z  OLE!” ! ! ! 

Wspólnie z marką OLE! – producentem warzyw w słoikach, które długi termin przydatności zawdzięczają pasteryzacji (bez konserwantów), zapraszam Cię do udziału w prostym KONKURSIE!
Aby wziąć w nim udział, w komentarzu pod tym postem (tu na blogu) zmieść przepis, w którym jednym ze składników jest przynajmniej jeden produkt z oferty OLE!
Do zgłoszenia konkursowego możesz przesłać zdjęcie – nie jest konieczne, ale może być atutem 😉
Miło nam też będzie, jeśli udostępnisz ten post na facebooku 😉

Szczegółowy regulamin poniżej – przeczytaj i zapraszam do udziału, pyszne nagrody czekają.

Konkurs trwa od dziś, czyli 03.07.2017 r. do 17.07.2017 r.
REGULAMIN KONKURSU “GOTUJ Z OLE!”
I. Założenia ogólne.
  1. Organizatorem Konkursu Kulinarnego, prowadzonego pod nazwą „Smakuj życie, OLE!” jest Autorka bloga Kolorowy Przepisownik, znajdującego się pod adresem: www.kolorowyprzepisownik.blogspot.com
  2. Partnerem i Sponsorem nagród w organizowanym konkursie jest firma OKECHAMP S.A., z siedzibą w Poznaniu, ul. Dąbrowskiego 259, kod 60-406 Poznań, NIP: 779-21-94-028, Regon 634419544, wpisaną do Rejestru Przedsiębiorców prowadzonego w Sądzie Rejonowym Poznań-Nowe Miasto i Wilda w Poznaniu, Wydział VIII Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego pod nr KRS: 0000235254, właściciel marki OLE! [www.wole-ole.pl].
  3. Konkurs trwa od 03.07.2017 r. do 17.07.2107 r., do godziny 23:59.
    Organizator zastrzega sobie możliwość przedłużenia czasu trwania konkursu.
  4. Konkurs adresowany jest do Fanów i Czytelników bloga Kolorowy Przepisownik oraz marki OLE!, zamieszkałych (lub posiadających adres do wysyłki nagrody) na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej.
  5. Niniejszy regulamin Konkursu stanowi podstawę jego organizowania, określa prawa i obowiązki Uczestników, Partnerów oraz Organizatora.
  6. Konkurs nie jest sponsorowany ani prowadzony przez portal Facebook ani Instagram.
  7. Konkurs nie jest grą losową w rozumieniu ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych.
II. Warunki uczestnictwa w konkursie.
  1. Warunkiem wzięcia udziału w Konkursie jest wykonanie zadania konkursowego, które polega na zamieszczeniu w komentarzu, pod wpisem konkursowym opublikowanym na blogu Organizatora, przepisu na danie z wykorzystaniem i wskazaniem przynajmniej jednego produktu z oferty Sponsora.
    Do Konkursu można zgłaszać przepisy nowe, ale także archiwalne, o ile są zgodne z tematem Konkursu.
    Przepis nie musi być napisany „klasycznie” – można się tu wykazać kreatywnością.
  2. Uczestnik Konkursu może (nie jest to obowiązkiem, ale będzie atutem) przesłać do Organizatora samodzielnie wykonane zdjęcie przedstawiające danie z przepisu na adres mailowy: kolorowyprzepisownik@gmail.com.
    Przesłane zdjęcia (wraz z podpisem autora) opublikowane zostaną w galerii konkursowej na fanpage Organizatora: https://www.facebook.com/KolorowyPrzepisownik/, a w komentarzu, którego zdjęcie dotyczy, znajdzie się link do zdjęcia z galerii. Uczestnik przesyłając zgłoszenie wyraża zgodę na publikację. Produkt Sponsora na zdjęciu dania nie jest wymagany, ale może być dodatkowym atutem.
  3. Uczestnik może dokonać wielu zgłoszeń konkursowych, ale otrzymać tylko jedną nagrodę.
    Wszystkie zgłoszenia muszą być zamieszczone w osobnych komentarzach.
  4. Każdy komentarz z przepisem musi być podpisany imieniem i nazwiskiem autora lub Nickiem (te same dane należy podać w mailu w przypadku wysyłania zdjęcia uzupełniającego zgłoszenie.)
  5. Do Konkursu zgłosić można wyłącznie swoje dzieło (przepis napisany własnymi słowami oraz zdjęcie wykonane samodzielnie). Osoby, które dopuszczą się opublikowania przepisu lub przesłania zdjęcia autorstwa osoby trzeciej zostaną automatycznie wykluczone z Konkursu.
  6. Dane osobowe uczestników Konkursu, w zakresie niezbędnym do przeprowadzenia Konkursu będą przetwarzane przez Organizatora zgodnie z ustawą z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych.
  7. Uczestnictwa w Konkursie, jak i praw i obowiązków z nim związanych, w tym także prawa do nagrody, nie można przenosić na inne osoby.
  8. Zgłoszenie konkursowe jest jednoznaczne z zapoznaniem się i akceptacją niniejszego regulaminu.
IV. Nagrody i zasady przyznawania. 
  1. Nagrodami w konkursie są 3 jednakowe zestawy produktów marki OLE! W skład każdej paczki wchodzą następujące produkty: 1x Suszone pomidory z pestkami dyni oleju z ziołami OLE! 305ml, 1x Oliwki drylowane zielone całe 314 ml, 1x Pastena pasta z suszonych pomidorów z czosnkiem OLE! 250 ml, Pastena pasta z suszonych pomidorów z oliwkami 250ml, 1x Kapary w oleju 212 ml.
  2. Nagrody przyznawane będą według subiektywnej opinii Organizatora. Kryteria oceny to m.in. zgodność z tematyką konkursu, smak potrawy, estetyczny wygląd, kolorystyka, kreatywność (zarówno dania, jak i całego zgłoszenia konkursowego).
  3. Ogłoszenie zwycięzców nastąpi w terminie 4 dni roboczych i zostanie podane poprzez edycję postu konkursowego na blogu Organizatora. Informacja o wynikach pojawi się na fan page Kolorowy Przepisownik.
  4. Zwycięzcy mają 3 dni na przesłanie danych teleadresowych (imię i nazwisko, adres na terenie Polski, numer telefonu) do Organizatora na adres: kolorowyprzepisownik@gmail.com
  5. Organizator dane przekaże do Sponsora, który zajmie się wysyłką nagród.
  6. W przypadku nie podania danych w terminie nagroda zostanie przyznana kolejnej osobie.
  7. Każdy Uczestnik może otrzymać tylko jedną nagrodę.
  8. Organizator zastrzega sobie prawo do przyznania dodatkowej nagrody według własnych kryteriów oceny.
Czekam na Twoje zgłoszenie :))) 

– * – * – W Y N I K I  – * – * –

 

Dziękuję za wszystkie otrzymane zgłoszenia! Było ich 39 – każde apetyczne, przez co wybór był naprawdę trudny, a nagrody przyznane mogą być tylko 3…
 
Oto zwycięzcy:
 
1. Agata Waksmundzka, za przepis na franglerki
2. Grażyna, za przepis na Spaghetti z bobem i suszonymi pomidorami
3. Gabriela Małgorzata, za przepis na sałatkę “ogon pawia”
 
Gratuluję! 🙂 Wasze zgłoszenia są nie tylko smaczne, ale też kreatywne, a takie przepisy lubię najbardziej 😉
Czekam na Wasze dane teleadresowe do wysyłki nagród.
 
 
Jeszcze raz wszystkim bardzo dziękuję za udział w konkursie i zapraszam na kolejnych (będą na pewno:)).

Pozdrawiam 🙂